
Pogoda się poprawia. Słońce prześwieca przez chmury, zwiastując odwilż. Niestety, nie ma to wpływu na polskie koleje. Tu panuje wieczna zmarzlina - pisze Judyta Watoła.
O tym, że z pociągami jest źle, wszystkie media trąbią
od tygodnia. Czy powiedziano i pokazano już wszystko? Niestety nie! "Full
of zasadzkas" - śpiewała kiedyś Kayah. Dziś można to sobie zanucić podczas
podróży pociągiem.
Miała się poprawić informacja? Proszę bardzo: na dworcu w Katowicach wciąż
można przeczytać o dziesiątkach pociągów odjeżdżających z nieistniejącego
peronu pierwszego. Wciąż uczula się pasażerów, by słuchali tzw. zapowiedzi
megafonowych, bo perony są w kółko zmieniane, i wciąż tych zapowiedzi nie
słychać w podziemnym korytarzu łączącym perony. Nic tam też nie widać, tak
słabe świecą lampy. W dodatku tablice informacyjne w hali od pl. Andrzeja i pod
peronami przez kilka dni były nieczynne.
O tym, by poprawiły się same pociągi, mniej spóźniały
i rzadziej wypadały, nie ma nawet co marzyć. Przykład z poniedziałku, z Zabrza.
Tuż po godz. 10 z zabrzańskiego dworca mają odjechać dwa pociągi regionalne:
jeden do Gliwic, drugi do Katowic. O pierwszym nie było słychać nic aż do godz.
10.25, kiedy to z zapowiedzi megafonowej można się było dowiedzieć, że pociąg
jest odwołany. Ludzie pytali: Kiedy odwołany? Czy odwołano go w Rudzie i nie
dojechał do Zabrza, czy może już 50 minut wcześniej, kiedy miał odjeżdżać z
Katowic? Dlaczego w dobie internetu i wszechobecnych telefonów komórkowych
informacja dotarła dopiero teraz?! Nie wiadomo...
O pociągu do Katowic pasażerowie w Zabrzu już kwadrans po godz. 10 usłyszeli,
że jest opóźniony o 20 minut. Przypomnieć należy, że pociąg rusza z Gliwic,
czyli jedną stację wcześniej. 20 minut spóźnienia na takiej trasie trudno się
dorobić, no chyba, że wstrzymuje się odjazd pociągu, by zostawić pusty tor dla
jakiegoś InterCity czy TLK. Tak się dzieje na okrągło. Nie wiem, kto o tym
decyduje, ale najwyraźniej pociągi spółki Intercity mają pierwszeństwo przed
innymi. Może dlatego, że udają "bardziej pospieszne", a niektóre
wręcz "ekspresowe".
Niestety, ekspres Korfanty jakoś się wczoraj nie spieszył. Przeciwnie,
"zmieniał opóźnienie", jak informował megafon, czyli je zwiększał. A
wraz z nim zwiększały oczywiście opóźnienie kolejne składy regionalne na trasie
z Gliwic do Katowic.
Kiedy w końcu Korfanty nadjechał, spytałam konduktora, czy mogę do niego wsiąść.
W końcu to przez ten ekspres o 40 minut spóźnił się już mój osobowy. - Nie mogę
w tej sprawie sam decydować. O takie rzeczy nie należy pytać konduktorów.
Proszę pytać prezesa - poradził mi konduktor i wsiadł do odjeżdżającego
pociągu, zamykając mi drzwi przed nosem.
Telefonu do prezesa, rzecz jasna, nie podał. Szukałam go więc na stronie
internetowej i tu znalazłam znany już komunikat: "Pomimo trudnych warunków
pogodowych panujących na terenie prawie całego kraju PKP Intercity SA z
powodzeniem i nieprzerwanie prowadzi ruch pociągów, a pasażerowie docierają do
stacji docelowych".
Jak pięknie - pomyślałam. Dodałabym do tego tylko, że pociągi PKP Intercity
mimo pierwszeństwa na torach nieprzerwanie się spóźniają, z powodzeniem są
odwoływane, ich pasażerowie nieprzerwanie narzekają, a innym pasażerom
konduktorzy z powodzeniem zamykają przed nosem drzwi, odmawiając wstępu na
pokład.
Nie zadzwoniłam do prezesa. Mam nadzieję, że premier, minister, ktokolwiek bądź
z powodzeniem przeprowadzi jego odwołanie, tudzież prezesów innych kolejowych
spółek, i nieprzerwanie będzie odwoływał ich następców, dopóki nie zapanuje tam
porządek. W przeciwnym razie beznadziejną kolej będziemy mieli na wieku wieków
amen.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice