Prywatne studia od rządu?
Rektorzy jedenastu najlepszych polskich uczelni prywatnych w liście do premiera apelują, by rząd umożliwił im konkurowanie z państwowymi uniwersytetami na równych prawach. Miałyby w tym pomóc dopłaty z budżetu państwa do stacjonarnych studiów w prywatnych szkołach. Początkowo - po 1500 zł rocznie na studenta.
List rektorów to reakcja na informację o tym, że rząd w tej kadencji nie wprowadzi płatnych lub częściowo odpłatnych studiów. Ujawnił to w miniony piątek dziennik "Polska". W Polsce działa blisko 430 uczelni - najwięcej w Europie. Dwie trzecie to szkoły niepubliczne, które intensywnie powstawały na początku lat 90. Kształci się w nich średnio co trzeci student.
"Gdyby uczelnie niepubliczne nie istniały, to aby zapewnić obecny wskaźnik skolaryzacji, państwo polskie musiałoby przeznaczyć na szkolnictwo kwotę wyższą o minimum 30 miliardów zł" - przekonują w liście do Donalda Tuska rektorzy. I argumentują, dlaczego państwo powino wspierać prywatne szkoły:
- bo dzięki nowoczesnym programom kształcą podkątem potrzeb rynku pracy,
- bo to uruchomi mechanizmy konkurencji, dzięki czemu pieniądze na naukę i rozwój będą lepiej wykorzystywane,
- bo konkurencja wpłynie na lepszą jakość studiów
- bo system finansowania studiów będzie sprawiedliwszy; teraz z pomocy państwa korzystają tylko studenci dziennych kierunków z państwowych szkół, a to zwykle młodzież z bogatszych domów.
Według wyliczeń rektorów, studia stacjonarne w prywatnych uczelniach kosztują rocznie około 500 mln zł. Sygnatariusze listu proponują, by rząd dopłacał do nich stopniowo. Gdyby zgodził się na proponowaną stawkę 1500 zł na studenta, budżet musiałby wyłożyć co roku 200 milionów. Resztę nadal pokrywaliby studenci.
To jeszcze nie koniec postulatów rektorów. Apelują o równy dostęp naukowców z państwowych i prywatnych ośrodków do pieniędzy, jakie państwo i Unia Europejska przeznaczają na badania. I chcą, by reprezentanci prywatnego szkolnictwa mieli zagwarantowane miejsca w Państwowej Komisji Akredytacyjnej czy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego. Pod listem podpisał się m.in. prof. Andrzej Koźmiński, szef warszawskiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania, prof. Krzysztof Pawłowski z Wyższej Szkoły biznesu w Nowym Sączu, prof. Andrzej Eliasz, rektor Szkoły Wyższej Psychologii Społeczne.
Premier na postulaty rektorów odpowie w połowie kwietnia, podczas spotkania ze środowiskiem akademickim. Ministerstwo Nauki przedstawi wtedy pomysły na zmiany ustawy o szkolnictwie wyższym. W założeniach do reformy, które w minionym tygodniu ujawnił dziennik "Polska" zapisano dopłaty państwa do prywatnych studiów. - Ministerialni eksperci odsunęli w czasie tę decyzję, może wejść w życie najwcześniej za 4-5 lat - mówi nasz informator z otoczenia ministra.
Obecny system kara ubogich:
prof. Tadeusz Szulc
wiceminister edukacji ds. uczelni w latach 2003-2005
Polski system finansowania studiów jest niesprawiedliwy. Z przywileju darmowych studiów, opłaconych w pełni przez budżet państwa, korzysta najzamożniejsza młodzież. Tych z uboższych środowisk system spycha na margines: płacą za zwykle gorsze, zaoczne studia. Pomysł, by budżet państwa dopłacał do studiów stacjonarnych w prywatnych szkołach jest do przyjęcia pod dwoma warunkami - państwowe środki musiałyby w całości być wykorzystanie tylko na pokrycie czesnego, a cała operacja nie może się odbić na i tak niskiej dotacji dla państwowych uczelni.
Prywatne uczelnie to biznes
prof. Piotr Wegleński
b. rektor Uniwersytetu warszawskiego
Dotacje z budżetu państwa dla niepublicznych uczelni byłyby topieniem publicznych środków w prywatnych biznesach. Niepubliczne uczelnie, podobnie jak prywatne podstawówki czy szkoły językowe, to przedsięwzięcia edukacyjne, ale jednocześnie gospodarcze i obliczone na zysk. W dodatku na około 300 prywatnych uczelni może 10 reprezentuje wysoki poziom. Wsparcie państwa dla prywatnych studiów byłoby uzasadnione tylko w jednym przypadku: gdyby rząd wprowadził bon edukacyjny, a pieniądze wędrowały za studentem.
Państwa na to nie stać
prof. Tomasz Borecki
rektor SGGW, wiceszef KRASP
Rozumiem ideę dotacji państwa dla studiów stacjonarnych w prywatnych uczelniach, chodzi o zrównanie w prawach studentów dziennych z obu typów szkół. Ale to wymagałoby gigantycznych nakładów finansowych, rzędu nawet 700 mln zł rocznie. Takich środków w budżecie nie ma. W sytuacji wciąż ograniczanych wydatków na naukę, państwo ma obowiązek wspierać przede wszystkim uczelnie publiczne, które uprawiają rzetelnie naukę i kształcą kadry dla całego systemu szkolnictwa wyższego, także dla sektora prywatnego. <www.bielskobiala.naszemiasto.pl>
ostatnia aktualizacja: 2008-04-11